Kolejny rok za nami...

Mam wrażenie, że im jestem starsza, tym szybciej mija czas. Pędzi jak szalony i nie pozwala nawet przez chwilę odsapnąć. Pozostawia w naszych sercach tylko krótkie migawki pięknych wspomnień. Chciałabym móc usiąść sobie spokojnie z kubkiem dobrej herbaty w ręku i patrzeć jak biegnie, jak ucieka... pozwolić mu wręcz mijać. Niestety jestem tylko zwykłym śmiertelnikiem... i szkoda mi czasu, każdej godziny niespędzonej z synkiem i mężem, każdej minuty zmarnowanej na głupotę.

Eh, nie będę smęcić... właściwie to chciałam tylko złożyć Wam życzenia na Nowy Rok.
Tak więc, życzę Wam, byście mogli delektować się chwilą i mieli moc zatrzymywania czasu... i życzę Wam jeszcze, oby w nowym roku spełniły się wszystkie Wasze marzenia i plany. Przepraszam za zuchwałość, ale sobie też tego życzę :)
No i udanej imprezy sylwestrowej... czy to spędzonej na wielkiej sali balowej, czy to w domowych pieleszach z najbliższymi... niech będzie szampańska!

Jaki był ten rok?

I przyszedł taki czas, kiedy człowiek podsumowuje to, co się wydarzyło w tym roku, co dobrego i złego nas spotkało. I ja sięgam pamięcią do stycznia i wertuje wspomnienia przez kolejne miesiące. I co się okazuje? Że rok 2012 był zakichany... w sense, że raczej był zły niż dobry.

W czerwcu działalność gospodarcza prowadzona przez mojego męża zbankrutowała, zostawiając nas w  dołku finansowym. Dlatego w lipcu mąż wyjechał za chlebem do innego kraju. Dwa miesiące rozłąki były dla mnie ogromnym wyzwaniem i smutnym okresem.
We wrześniu zginął w wypadku mój brat cioteczny... do dziś nie mogę się z tego otrząsnąć, ciągle myślę o jego żonie i synku... i o kruchości naszego życia. Dzień po pogrzebie mieliśmy zaplanowany wylot do Londynu, żeby we trójkę zobaczyć jak wygląda życie na obczyźnie. I tam doznałam nirwany... zakochałam się w tamtym miejscu, odzyskałam spokój, czułam się tak, jakbym uciekła od wszystkich problemów świata.

Niestety z frontu polskiego dotarły do nas kolejne złe wieści. Babcia mojego męża ma złośliwego raka kości. Moja babcia złamała nogę w biodrze i prawdopodobnie już nigdy nie będzie chodzić. Obie wiadomości bardzo nas zasmuciły.

Na początku grudnia trzeba było wracać do Polski... powrót do rzeczywistości był bolesny. Pozostanie w naszym kraju nie rokuje nic dobrego... mąż niby ma pracę, ale cóż z tego, skoro w ogóle się nie widujemy. Nie podjęliśmy ostatecznej decyzji o wyjeździe do Anglii. Może nowy rok podsunie nam jakieś gotowe rozwiązania? Oby był dla nas łaskawszy i lepszy.

Dla Artura ten rok na pewno był bogaty w doświadczenia i nowe umiejętności. Po małym podsumowaniu stwierdzam, że dla niego był to jednak dobry rok. Na dowód tego zrobiłam małe zestawienie zdjęć z całego roku.


Styczeń. Artur rozszerza swoją dietę.. zjada pierwsze jabłko.

Luty. Artur zwiedza łóżeczko pełzając we wszystkich możliwych kierunkach.

Marzec. Artur ujarzmia niekapek i ćwiczy jogę.


Kwiecień. Chrzest Święty Artura.

Maj. Artur potrafi siadać, wstawać i raczkować (kolejność nieprzypadkowa)

Czerwiec. Artur żegna tatę, który wyjeżdża "za chlebem".

Lipiec. Artur doskonali swoje umiejętności pod każdym względem.

Sierpień. Artur nabył pierwsze buty do chodzenia. Powrót taty.

Wrzesień. Pierwsze urodziny Artura. Wyjazd do Londynu.

Październik. Artur potrafi sam stać i chodzić.


Listopad. Ostatnie spacery po angielskich chodnikach.

Grudzień. Piękne, rodzinne drugie święta Artura.


O jeden dzień dłużej

Święta skończyły się wczoraj... ale nie dla mnie. Co prawda, w zlewie straszy swoim widokiem stos naczyń do pozmywania po gościach, którzy dopiero wyszli, ale nic to... najważniejsze, że święta się przedłużyły, że było miło, refleksyjnie i nie tylko rodzinnie.
W ferworze świątecznego biesiadowania znaleźliśmy też czas na spacer i zabawę z Arturem.
Chociaż odniosłam wrażenie, że jednak mniej zajmowałam się synkiem. Wszyscy chcieli go zabawiać i nosić... a że Artur bardzo chętnie do każdego wyciągał rączki, pozostało mi tylko z boku obserwować jego zachowanie.
Artur dostał górę prezentów i pieniążki... Nie sądziłam, że Mikołaj w tym roku będzie taki bogaty. Oczywiście nie muszę pisać jaki Arturo był zachwycony. Codziennie, począwszy od Wigilii, dostawał upominki.


 Na pierwszy rzut poszły zestaw do gotowania i zestaw majsterkowicza





Wśród prezentów znalazła się także świecąca piłka, Miś Wańka-Wstańka i książeczka, które nie zostały zarejestrowane przez aparat. Z ubioru Artur dostał bluzę, rajstopy, spodnie i sweterek, który prezentuje na zdjęciu poniżej:



Bardzo trafionym prezentem był Śpiewak-Słodziak, któremu Artur cały czas wtyka smoczek lub palce do jego otworu gębowego. Poza tym Artur bardzo lubi się do niego przytulać.




W Drugi Dzień Świąt na Artura czekała największa niespodzianka... jego pierwszy, własny pojazd... co prawda na baterie, ale wiatr we włosach jest... i pierwsze ofiary w postaci choinki i nakrytego stołu też.



Radości nie było końca :)


Artur zaprzyjaźnił się także z psem mojego taty, Guciem. Na początku był wystraszony, ale bardzo szybko nawiązała się między nimi nić porozumienia.




Szkoda, że wszystko co dobre, szybko się kończy... Pozostały nie tylko miłe wspomnienia, ale i kilka kilogramów na plusie... niestety nie stał się żaden cud i w cycki mi to nie poszło : /

Nowy lokator

Prezentów ciąg dalszy... a to wszystko za sprawą mojego szczęścia, które ostatnio mi dopisuje w zabawach Candy. Wygrałam dla Artura Panią Sowę na blogu Różane Wzgórze, która jest bardzo piękna, a jej kolorowy brzuszek już zawsze będzie nam przypominał o tym, że zamieszkała u nas na Święta Bożego Narodzenia.

Oto krótka historia wielkiej miłości

- Ooo?!?



- Brawa dla Pani Sowy

- Tutaj Pani Sowa ma oko

- Moja, moja, moja...

Pani Sowa i Miś czuwają nad snem Artura

Dla mnie też był podarunek... piękne kolczyki, które nie ukrywam, trafiły w mój gust. Bardzo dziękuję!


Prezentów nadszedł czas

Wczoraj byliśmy na wizycie u chirurga dziecięcego w sprawie wędrującego jąderka u Artura. Lekarz stwierdził, że rzeczywiście jąderko już zeszło do moszny, ale nadal "coś" go trzyma i dlatego cofa się do tyłu. 28 stycznia idziemy na USG, a następnego dnia na kolejną wizytę, która mam nadzieję, będzie dla nas łaskawa... chciałabym, żeby zabieg był zbędny. Od dziś zaciskam kciuki do białości.

Wczoraj też, dostałam przesyłkę z piękną zawartością. Niedawno wygrałam Candy na blogu BeArte. Wygraną były kartki świąteczne do pokolorowania i zakładka do książki... z tym, że ja dostałam dwie! Prezenty bardzo ucieszyły moje serce. Kartki będą w sam raz na za rok, kiedy Artur będzie już na tyle duży, żeby sam je pokolorować i wręczyć najbliższym.
Najbardziej pokochałam jednak zakładki do książek... nie dość, że bardzo mi się przydadzą, bo uwielbiam czytać książki, to jeszcze są ze zdjęciami mojego synka. Rewelacja.

Patrzcie i podziwiajcie:







A poniżej Artur wertuje kolejną paczkę ze słodyczami, którą tym razem dostał z pracy mojego męża. Zaskoczył mnie ten fakt, bo mąż pracuje dopiero tydzień. A tu taki prezent!





Arturo jest teraz tak dobrze zaopatrzony w słodycze, że nie straszny mu kryzys. I na pewno nie muszę się już martwić jego niedowagą :)


Bezpłatna aplikacja dla rodziców

Ostatnio miałam przyjemność przetestować aplikację na smartfony i tablety  

Moje dziecko

 ... i nie ukrywam, że aplikacja zostaje ze mną. Mając taką wiedzę w jednej pigułce, znaczy w telefonie, czuję się bardzo bezpiecznie. 

Aplikacja została stworzona przez wydawnictwo Medycyna Praktyczna, w oparciu o przewodnik dla rodziców "Pierwsze 2 lata życia dziecka". Zawiera ważne informacje dotyczące opieki nad dzieckiem od narodzin do dwóch lat oraz wiadomości, jak przygotować się do opieki nad dzieckiem jeszcze przed jego narodzinami. 

Poradnik w całości jest przygotowany przez najlepszych polskich lekarzy, a wiedza w nim zawarta jest klinicznie sprawdzona. Dlatego bez obaw można z niej korzystać. 
Klikając na zieloną ikonkę, naszym oczom ukazuje się taki widok:



  • Przewodnik to nic innego, jak kompendium wiedzy na temat opieki nad dzieckiem. Znajdują się w nim takie oto zakładki:




Jak widać, przewodnik posiada wszystko czego dusza zapragnie. Ja osobiście pokochałam zakładkę o szczepieniach. Każda szczepionka została szczegółowo opisana. Można także dowiedzieć się o niepożądanych reakcjach i przeciwwskazaniach oraz o dokładnych terminach szczepień.
Uważam, że zakładka Formalności też jest godna pochwały. Zawiera praktyczne informacje na temat rejestracji dziecka w urzędach, świadczeń pieniężnych i zasiłków oraz urlopu macierzyńskiego. Faktem jest, że ja już tych informacji nie potrzebuję, ale gdybym tylko miała taką aplikację wcześniej, uniknęłabym mozolnego wertowania internetu w celu poszukiwania tych właśnie wiadomości.
Poza tym, Przewodnik jest bardzo czytelnie napisany, posiada kolorowe tabele i co przyciągnęło moją uwagę, w opisywaniu poszczególnych zagadnień znajdują się zalecenia, które albo są zaznaczone na zielono i dają nam sygnał "tak rób" albo są zaznaczone kolorem czerwonym, które od razu wywołują skojarzenie "Stop!, Tak nie rób".


  • Dzienniczek pozwala na zapisanie danych dziecka takich jak Pesel czy grupa krwi. Można także uwiecznić pomiary dziecka, z wglądem na siatki centylowe oraz osobisty kalendarz szczepień z możliwością przypomnienia o umówionej wizycie. I tutaj chwalę sobie owe interaktywne siatki centylowe, które pozwalają mi na stałą kontrolę wagi mojego wcześniaka. W przypadku wagi Artura muszę mieć zawsze rękę na pulsie... ta aplikacja niezmiernie ułatwiła mi życie.








  • Preparaty to zakładka, która też mnie pozytywnie zaskoczyła. Znajduje się w niej spis niezbędnych leków oraz ich szczególny opis działania, dawkowania, składu oraz ceny. I to się chwali! Przed pójściem do apteki mogę sobie wyszukać odpowiedni lek lub znaleźć tańszy zamiennik innego. Leki możemy wyszukać poprzez objawy choroby lub alfabetycznie.



  • Mój lekarz  to modół, dzięki któremu można znaleźć lekarza specjalistę i zapisać sobie ku pamięci lub po prostu zapisać dane kontaktowe swoich ulubionych lekarzy.


Oprócz wyżej opisanych modułów, aplikacja posiada jeszcze cztery, które znajdują się w Menu. Znajdziecie w nich filmy instruktażowe dotyczące karmienia piersią, wyszukiwarkę, dzięki której można znaleźć pożądanego specjalistę bądź szpital, przychodnię w danym rejonie kraju, oraz zakładkę, która kieruje na stronę Medycyny Praktycznej, gdzie można dowiedzieć się jeszcze więcej o opiece nad dzieckiem, bo jak wiadomo, rodzicielstwo to temat niewyczerpany :)
Ostatni element aplikacji nosi wdzięczną nazwę Zakładki i bardzo go lubię, bo mogę w nim zamieszczać wszystkie ważne dla mnie informacje mieszczące się w Przewodniku, poprzez wcześniejsze zaznaczenie ich gwiazdką. Naprawdę fajna sprawa.


Aplikację MOJE DZIECKO szczerze polecam rodzicom, najbardziej tym świeżo upieczonym i kobietom w ciąży. 

Mam dla Was dobrą wiadomość... sami możecie wyrobić sobie opinię o tej aplikacji, bo tak jak w tytule napisałam, aplikacja jest bezpłatna!
Można ją pobrać TUTAJ  lub TUTAJ 

Koniec świata

W dzień końca świata
Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,
Rybak naprawia błyszczącą sieć.
Skaczą w morzu wesołe delfiny,
Młode wróble czepiają się rynny
I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.
W dzień końca świata
Kobiety idą polem pod parasolkami,
Pijak zasypia na brzegu trawnika,
Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa
I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa,
Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa
I noc gwiaździstą odmyka.
A którzy czekali błyskawic i gromów,
Są zawiedzeni.
A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,
Nie wierzą, że staje się już.
Dopóki słońce i księżyc są w górze,
Dopóki trzmiel nawiedza różę,
Dopóki dzieci różowe się rodzą,
Nikt nie wierzy, że staje się już.
Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,
Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
Powiada przewiązując pomidory:
Innego końca świata nie będzie,
Innego końca świata nie będzie.

 

Czesław Miłosz



Jeśli to czytacie, znaczy, że innego końca świata nie będzie ;)

"Choinko piękna jak las...

... choinko zostań wśród nas."
Oto nasza choinka...
Tadam:






Oczywiście zajmuje honorowe miejsce na półce z misiem i innymi zabawkami. Wszystkie zabawki są w nią zapatrzone... my też. Na Arturze, jak pisałam wcześniej, nie robi już wrażenia. Za rok zawiesimy ozdoby wykonane przez nas, więc wtedy będzie bardziej atrakcyjna... mam przynajmniej taką nadzieję :)

A tymczasem zostałam zainspirowana TUTAJ i TUTAJ. Dlatego też, powstały kartki świąteczne, które jutro polecą w świat.



Żałuję, że tak późno ocknęłam się z tymi kartkami... nawet nie miałam brązowej farby, dlatego renifery są czarne. Ale ostateczny efekt został osiągnięty, a Arturowi bardzo podobała się ta zabawa. Później, jak już umyłam mu nóżkę, brał kartki i przykładał je sobie do stopy... komicznie to wyglądało.