Wirusowa infekcja gardła

Zaliczyłam dziś z Arturem wizytę u lekarza. Gorączkuje od trzech dni, jest płaczliwy, ma katar i niechętnie je. Ale ta gorączka najbardziej spędza mi sen z powiek. Dosłownie, bo najwyższa gorączka, trochę ponad 39 stopni zawsze dopada go w nocy... Na szczęście leki z rodziny ibuprofenu spełniły swoje zadanie. Ale ileż można męczyć się z taką wysoką gorączką?
Przyznam szczerze, że odkładałam wizytę u tutejszego lekarza, bo po pierwsze, bałam się, czy w ogóle zostaniemy przyjęci, a po drugie, nasłuchałam się, że tutaj lekarze przepisują na wszystko Paracetamol. Ale chciałam dla własnego spokoju iść do lekarza, coby Artur był zbadany, osłuchany i pozaglądany w gardziołko.

Poszłam do przychodni ze wsparciem językowym w postaci siostry. Nastawiona na najgorsze, czyli albo nas nie przyjmą, albo odeślą gdzie indziej, albo karta EKUZ nie wystarczy, byłam bardzo mile zaskoczona. Bez zbędnych wyjaśnień z naszej strony, pani recepcjonistka dała nam papierek do wypełnienia... imię, nazwisko i data urodzenia dziecka... narodowość... religia... adres i telefon kontaktowy. Finito. Żadnych PESELI, RMUA, dowodów osobistych, NIPów, sripów ...NIC. Dziecko jest chore i trzeba mu pomóc.
W gabinecie lekarz sympatycznie zapytał: hał ken aj help ju? I po tych słowach zamienił się w słuch. I zaczęłam się produkować na temat symptomów i zachowań Artura. Wspierała mnie oczywiście moja sis, ale ogólnie można było się z nim dogadać, lekarz był cierpliwy, rozumiał mnie kiedy rzucałam tylko słowa-hasła. Mój angielski na poziomie przedszkolaka wystarczył :) Obyło się bez tłumacza. Ewentualnie mogłabym, wspierając się google-tłumaczem napisać sobie wszystko na kartce i mu przeczytać. A później poprosić go, żeby napisał rozpoznanie i zalecenia na kartce, cobym mogła sobie przetłumaczyć na spokojnie w domu. Taka forma też by przeszła :)

Po moim wypoconym słowotoku in inglisz, lekarz osłuchał i obejrzał Artura, i stwierdził wirusową infekcję gardła. Kazał zbijać wysoką gorączkę i czekać końca. Słuchy o słynnym Paracetamolu potwierdziły się. Lekarz nie doradził, ani nie polecił żadnych innych leków, które mogłyby ulżyć Arturowi. Ewentualnie, jeśli będzie gorzej kazał przyjść ponownie.

Cieszę się, że Artur był zbadany przez lekarza. Jestem spokojniejsza, bo wiem co mu dolega. Nie oczekiwałam żadnego antybiotyku, bo nie jestem zwolenniczką faszerowania dzieci takimi medykamentami bez poważnego powodu. Ale chociaż jakiś lek kojący ból gardła? Lub wspierający, coby dziecko szybciej wyzdrowiało i się tak nie męczyło? No cóż, najwidoczniej tutaj lekarze stawiają na naturalną odporność własnego organizmu... musi się bronić sam.
Ale ja w myśl polskiego wychowania podam mu na własną rękę Tantum Verde. I Lipomal. Niech mi dziecko szybko zdrowieje. Angielsko-anielska cierpliwość to nie dla mnie!






10 komentarzy:

  1. Ale przynajmniej traktują człowieka miło, nie to co tu :) U nas traktują jak traktują, a przecież i tak każdy leczy się sam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to niestety smutna prawda :)

      Usuń
  2. To ja jednak wolę naszą służbe zdrowia, nie mogę narzekać. Nasza pani doktor-pediatra jest ok i zawsze coś poleci, pomoże. Zdrowia dla Arturka życze!

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy11/09/2012

    Zdrowka dla Arturka!!!

    Anula

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdrówka dużo!!!
    Aj ci lekarze!
    Mam tylko nadzieję że to naprawdę zapalenie gardła. Synus miał trzydniówkę /jak sie później okazało/ a lekarka stwierdziła że to gardło,bo było czerwone /a było czerwone od płaczu/ - nam przepisała antybiotyk :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Mam nadzieję, że ten lekarz się nie pomylił :)

      Usuń
  5. Dużo zdrówka dla Arturka. Trzymajcie się !!

    OdpowiedzUsuń

  6. Macie może ochotę wziąć udział w candy i wygrać fajną, spersonalizowaną bluzeczkę lub body, z krótkim lub długim rękawkiem? Jeśli tak to zapraszam:
    http://babylandiaa.blogspot.com/2012/10/uwaga-konkurs-mikoajkowy.html

    A może chcielibyście stać się posiadaczami ciekawej książeczki z bajkami, albo pięknej zakładki do książek ze zdjęciami przez Was wybranymi? Myślę, że to mogłby byc wspaniała pamiątka lub prezent. Spójrzcie sami:
    http://ksiazeczki-synka-i-coreczki.blogspot.com/2012/10/mikoajkowe-candy.html


    Serdecznie zachecam do wspólnej zabawy i bardzo przepraszam za spam...
    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń