Ostatnie wspomnienie Londynu

Wkrótce wracam do Polski. Dlatego myślę, że to chyba ostatni wpis przedstawiający moje spostrzeżenia na temat życia w Londynie.
Niestety muszę ze smutkiem przyznać, że bardzo mało zwiedziliśmy. Jesień i zima to jednak nie najlepsza pora roku na poznawanie nowych miejsc, tym bardziej w towarzystwie małego dziecka. Dni są coraz krótsze i pogoda beznadziejna. Poza tym, choroba Artura też skutecznie uniemożliwiła nam zwiedzanie.

Dlatego też, moje obserwacje opisuję na podstawie pobytu w trzeciej strefie Londynu. Zdaję sobie sprawę, że życie w pierwszej strefie nieco różni się od życia tutaj, na przedmieściach, można by rzec. Tutaj na pewno życie wolniej płynie, ludzie nie biegną tak za pieniądzem i trudno zderzyć się z prawdziwym bogactwem i przepychem. Od niedawna mój mąż pracuje w pierwszej strefie i trochę przybliżył mi obraz życia tam... życia w wielkim świecie. Jednym się to podoba, innym nie. Ale jedno jest pewne, centrum Londynu jest piękne. 

Myślę, że warto trochę opisać świat mody bo Londyn niewątpliwie jest jej kolebką. Tutaj ludzie ubierają się we wszystko... dosłownie. Nie zwracają uwagi na to, czy ubiór spodoba się otoczeniu. Najważniejsze, że strój jest zgodny z tradycją, z muzyką jakiej dana osoba słucha, ze stylem jaki uwielbia, bądź po prostu jest wygodny. Często spotykam ludzi ubranych zupełnie nieadekwatnie do pogody... noszą futra lub płaszcze w ciepłe dni... krótkie spodenki i t-shirt w niepogodę. Lub do krótkich spodenek i t-shirta zakładają ocieplane kozaki i grube, zimowe czapy.
Wiadomo, że jak wszędzie, można spotkać ludzi ubranych naprawdę gustownie i ze smakiem, a są też jednostki, które po prostu coś tam na siebie włożą, coby nie chodzić nago. Ale spotykam tutaj więcej frików modowych, niż w Polsce. Bo tu jest duża tolerancja... ludzie czują wolność i swobodę. Gwarantuję, że jeśli wyszłabym w pidżamie i kaloszach nie zrobiłoby to na nikim wrażenia... nikt, oprócz Polek nie odwróciłby za mną wzroku.
Ja niestety, do tych Polek należę. I o ile nie odwracam za dziwnie ubraną osobą głowy, o tyle wgapiam się... staram się tego nie robić, ale pokusa jest wielka. A jeśli ktoś jest szczególnie fajnie ubrany, to już w ogóle patrzę tak długo, aż zapamiętam wszystkie detale.
Lubię po prostu podziwiać ten uliczny pokaz mody.

 Ale, ale... jest jedno ale... i tu bardzo głośno odzywa się we mnie matka-polka. Wyobraźcie sobie, że jest zimno, mam na sobie botki, sweterek i jesienną kurtkę i co widzę?!? Dziecko w wózku, 8 góra 9 miesięcy, owszem ma kurtkę, ale nie ma skarpet ani butów!... o zgrozo, ma bose stópki.... malutkie, czerwone z zimna, bose stópki. Mówcie co chcecie, ale ja tego nie kupuję... nie chcę nawet słyszeć o hartowaniu w taki sposób. Moja tolerancja umiera śmiercią tragiczną na taki widok!

Zauważyłam też ciekawe zjawisko... piękne, drogie auta stoją przed domami...  wydawałoby się, cóż w tym dziwnego? Ano jest to bardzo dziwne, bo o ile w Polsce zazwyczaj te super fury stoją przed super willami, to tutaj te domki są średnio ładne, a niektóre nawet powiedziałabym obskurne wręcz. Zacieki i stara farba na każdej ścianie domku, obskrobane okna, rzadko plastikowe, zaniedbany ogród, który nigdy nie widział kosiarki ani pięknych kwiatów, tudzież zielonej trawki... i przed takimi domkami potrafią stać nawet po dwie, trzy piękne, drogie cacka. I taki widok strasznie kole mnie w oczy. A wniosek nasuwa mi się tylko jeden... ludzie nie przywiązują tutaj uwagi do tego jak mieszkają, często wynajmują domki i nie inwestują w ich remont... Bardziej liczy się dla nich rozrywka... i obym się nie myliła, rodzina i zdrowie, a nie tam jakiś odpicowany domek.

Na koniec smaki... szczerze mówiąc nie poznałam wiele nowych smaków, bo nie oszukujmy się, angielska kuchnia nie jest zbyt przychylna dla podniebienia.Tak przynajmniej twierdzi moja siostra. I ja jej wierzę. Tak więc, chipsów z octem nie spróbowałam. Kanapek z chipsami też nie. Ani żadnych puddingów.
Z ich popularnych zapiekanek, zwanych pies, jadłam jedną, Shepard's pie. Muszę przyznać, że to bardzo dobra potrawa jest i na pewno nie raz zagości na moim stole.
Bardzo polubiłam też ciasteczka Shortbread. W składzie mają tylko mąkę, masło, cukier i sól, ale podbiły moje serce i zawsze będę pamiętać ten słodko-słony smak kruchych ciasteczek, które wręcz rozpływają się w ustach.

Odkąd tutaj jesteśmy, w każdą niedzielę jemy też angielskie śniadanie... najbardziej uwielbiamy fasolkę w sosie pomidorowym z parówkami... jaja sadzone czy na miękko lubiłam zawsze. Myślę, że po powrocie do Polski, zachowamy te nasze niedzielne English breakfast'y.

Najadłam się też na zapas Pringles i Maltesers ... zapasy poszły w boczki, śmiem nawet twierdzić, że w pupę też... ale uwielbiam te przekąski. Oczywiście są one dostępne też w Polsce, ale tutaj mogę je jeść bez obaw, że mój wąż w kieszeni padnie trupem na zawał.

A oto sprawcy moich nadkilogramów :)




Mniam, mniam :)

Krótko podsumowując, Londyn mnie urzekł. Nie licząc złego doświadczenia z tutejszą służbą zdrowia, na pewno będę tęsknić za całym dobrem, które mnie tutaj spotkało.
Czy tutaj wrócę? Na pewno, bo mieszka tu moja siostra ze swoją rodzinką.
Ale czy wrócę, żeby na dłużej zapuścić korzenie? Tego nie wiem. Na razie czuję się rozdarta ...jedna część mnie chce zamieszkać tutaj, podczas gdy druga część rozpaczliwie chce wracać do Polski.
Myślę, że tak będzie już zawsze.


18 komentarzy:

  1. No to masz dylemat Kochana.. Zawsze jednak możesz wrócić.. Rożne figle płata nam los :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to prawda, nigdy nie wiadomo, co przyniesie nam życie :)

      Usuń
  2. Ja kilka razy byłam już w Anglii i zawsze za każdym razem rażą mnie te gołe stopy dzieci. W ogóle ich ubieranie, dziwne to: mają kurtki czapki i gołe stopy:) Sąsiadka mojej szwagierki tydzień po narodzinach dziecka pod koniec października brała je na spacer w czapce i w bodach!!!!Jeśli chodzi i chipsy o smaku octu to nic nie straciłaś jak dla mnie obrzydliwe:)Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam się szczerze, że każdą notkę o życiu "tam", czytam z wypiekami na twarzy. Chciałabym móc się kiedyś sama przekonać, jak tam rzeczywiście jest. Cieszę się, że miałaś okazję sprawdzić to sama i dziękuję, że chociaż notkami i zdjęciami przybliżasz nam tamte okolice :) spokojnego powrotu do domu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Cieszę się, że mogłam choć trochę przybliżyć życie tutaj :)

      Usuń
  4. Wróć i przekonaj się, czy będziesz tęsknić za Londynem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie zrobię :) Ale wydaje mi się, że będę jednak tęsknić :)

      Usuń
  5. Chciałabym się kiedyś osobiście o tym wszystkim przekonać :) Może będzie mi dane odwiedzić Anglię :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Typowy dylemat kazdego emigranta.. Ja mieszkalam ponad 5lat zagranica i zawsze tesknilam i chcialam wracac do domu. Tesknota za rodzinka, przyjaciolmi, tym co polkie i swojskie byla ogromna i TAM nigdy nie czulam sie naprawde u siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że ja też nigdy nie poczuję się w Londynie jak u siebie... ale być może tutaj czeka mnie TO lepsze życie?

      Usuń
  7. Uwielbiam Maltesers :))Jestem pewna, że będziesz tęsknić.. jednak mąż, siostra... ale skoro zawsze możesz wrócić..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mąż wraca ze mną i synkiem :) Postanowiliśmy, że nie będziemy już więcej rozdzielać naszej rodzinki na długie miesiące.

      Usuń
  8. Londyn, miejsce mojej przyszłości.... Zazdroszczę. Poproszę o więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  9. :) trudna sprawa, takie rozdarte serce. Powodzenia:)

    OdpowiedzUsuń
  10. no nie mów...pidżama i kalosze...i nikt sie nie oglądnie?! :DDDD

    OdpowiedzUsuń
  11. Mieszkałam kiedyś w Anglii dwa lata, bardzo tęskniłam za Polską. Mimo bardzo dobrych zarobków i łatwiejszego życia tutaj postanowiłam wrócić do PL. 2 lata próbowaliśmy stanąć na nogi, rozkręcaliśmy firmę, pracowaliśmy bardzo dużo za pieniądze nie starczające do pierwszego...
    Miesiąc temu podjęliśmy decyzję o wyjeździe. I tak już 6 dzień jesteśmy w Londynie. Nie chcemy wracać. Chcemy tutaj zostać.
    Trzeba skosztować angielskiego życia, by poczuć dokładnie różnicę...

    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  12. Anonimowy12/25/2012

    Wpis wnosi wiele świeżości do tematu, bardzo podoba mi
    się takie spojrzenie. Gratuluje całej witrynie i mam nadzieje, że wciąż będzie się
    rozwijała.
    Also see my page :: Zmarszczki

    OdpowiedzUsuń