Krótki pobyt w szpitalu i krótko o służbie zdrowia w UK

Wczorajsza noc była tragiczna. Artur miał wysoką gorączkę, którą udawało mi się na dwie-trzy godziny zbić Ibuprofenem. Płakał i nie chciał się położyć. Siedziałam trzymając go na kolanach, wsłuchiwałam się w jego płytki oddech i modliłam się.
Nad ranem, po podaniu drugiej dawki antybiotyku nastąpiła poprawa. Później było już tylko lepiej.
Do dzisiejszego poranka, kiedy Artur znów "leciał przez ręce", miał wysoką gorączkę i
widać było, że cierpi.

Pojechaliśmy na pogotowie.
Jak zobaczyłam kolejkę ludzi, która kończyła się przed szpitalem, zwątpiłam. Czy w którymś kraju istnieje porządna służba zdrowia? Ja rozumiem, że to nie był poważny przypadek... nie spodziewałam się cudów... ale miałam nadzieję, że będzie tu trochę lepsza organizacja niż w Polsce. Byłam zafascynowana życiem tutaj... nadal jestem... ale jednak choroba Artura trochę mnie zniechęciła do tego kraju. Nasz wynik czasowy prezentuje się następująco: 10:40 byliśmy pod szpitalem, o 15:00 z niego wyszliśmy.
Znajomi mówią, że mieliśmy szczęście, że tak krótko to trwało (?!?)

Najpierw czekaliśmy w kolejce, która prowadziła do pewnego pana, który przeprowadzał wstępny wywiad. Następnie dał nam kartę i zaprosił do kolejnej magicznej kolejki, która prowadziła do recepcji. Tam trzeba było przedstawić wszystkie dokumenty, takie jak dowód lub paszport dziecka, kartę EKUZ i mój dowód. Czyli w przeciwieństwie do poprzednich wizyt lekarskich, tutaj nie ominęła nas papierkowa część.

Po wypełnieniu wszelkich dokumentów, przeszliśmy na oddział pediatrii gdzie znów utknęliśmy w poczekalni. Na szczęście był tam kącik do zabawy, który trochę umilił czekanie Artura.
Po odsiedzeniu długich minut zaprosiła nas na kolejny wywiad pielęgniarka. Ten wywiad różnił się od poprzedniego tym, że tym razem Artura ktoś zbadał, zmierzył mu ciśnienie i zważył go. Podczas wcześniejszego wywiadu, przedstawiliśmy tylko sytuację i oznaki choroby.

Po wstępnych oględzinach, pani pielęgniarka zaprosiła nas do pokoiku, dała pojemniczek na mocz i kazała czekać na lekarza. Siedzieliśmy tam dobrą godzinę. W końcu przyszła pani doktor i kazała sobie wszystko opowiedzieć od nowa. Czyli trzeci raz moja koleżanka produkowała się opowiadając całą historię choroby i symptomy od początku.
Następnie Artur został zbadany. Pani doktor stwierdziła, że antybiotyk, który przepisał mu lekarz jest bardzo dobry i nie może dać nic innego o lepszym działaniu. Powiedziała też, że jeśli dziecko je i pije to jest bardzo dobry objaw zdrowienia. I że wszystko wil bi fajn.
Czwartkowy lekarz wprowadził nas w błąd, bo powiedział, że po trzech dawkach antybiotyku będzie poprawa. Jeśli tej poprawy nie będzie, mamy od  razu jechać do szpitala.
A w szpitalu stwierdzili, że jest to ewidentnie infekcja ucha i antybiotyk na pewno pomoże.

Czyli znaleźliśmy się znów w punkcie wyjścia, bo niczego nowego się nie dowiedzieliśmy. Jestem tylko bogatsza o nowe doświadczenie, ale wolałabym omijać takie doświadczenia. Plusem jest tylko fakt, że jeszcze raz Artur został przebadany i upewniłam się, że z moim synkiem nie jest tak źle. I bardzo się cieszę, że nie musiał zostać w szpitalu.

Artur nadal gorączkuję. Wspomagam się Ibuprofenem. Noszę, tulę, pocieszam.
W drodze powrotnej ze szpitala dowiedziałam się, że moja osiemdziesięcio-trzy letnia babcia złamała nogę w biodrze i prawdopodobnie już nigdy nie będzie chodzić. Moja kochana bidulka. Zmartwiła mnie bardzo ta wiadomość.
Wracam do mojego chorowitka. Co przyniesie noc?
Mam nadzieję, że spokój.



26 komentarzy:

  1. Współczuję. Ja nie miałam nigdy do czynienia ze służba zdrowia w Anglii ale też nigdy nie słyszałam nic dobrego o niej, nawet z ust Anglików. Nasza polska służba jest lepiej zorganizowana - to im trzeba zostawić.
    Mam nadzieję, że Arturek szybko wyzdrowieje.
    Dużo zdrowia:)
    Uściski:)

    OdpowiedzUsuń
  2. trzymam kciuki coby Arturek jak najszybciej wyzdrowiał :)
    może nie będzie tak źle z babcią?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy. Z babcią wiążą się tylko wielkie nadzieje, że być może po operacji będzie mogła usiąść :(

      Usuń
  3. Trzymajcie się tam. A jak ibuprofen nie działa to może podajcie jednocześnie paracetamol. Leki te działają niezależnie. My to przerabialiśmy 3 razy przy ekstremalnie wysokich gorączkach (ponad 40 st.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponad 40 stopni? O rany, współczuję.
      Dziękujemy, będziemy się trzymać :)

      Usuń
  4. oj życzymy duuużo zdrówka!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Na zbicie wysokiej goraczki dobre jest naprzemienne podawanie ibuprofenu i paracetamolu, trzeba tylko uwazac zeby nie przedawkowac dobowych dawek, szczegolnie u dzieci.
    Jesli chodzi o sluzbe zdrowia w UK to po prawie 7 latach nie mam im nic do zarzucenia, za to podejscie do pacjenta w polskim szpitalu - makabra i znieczulica. W UK 1-2 w roku laduje na ostrym dyzurze w szpitalu z wysoka goraczka u dziecka i maksymalnie spedzilam tam 2h (z czekaniem, badaniami, podawaniem lekow i czekaniem az goraczka mlodemu spadnie), to samo sie tyczy walking centre - 20-30min i po wizycie. Albo ja mam szczescie, albo w moim sredniej wielkosci miescie jest spokojniej niz gdzies indziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My mieszkamy w Londynie. Być może w małych miastach wygląda to inaczej, ale ja o tutejszej służbie zdrowia nie mogę nic dobrego powiedzieć, niestety. A w walking centre czekałam średnio 2 godziny, więc to też marny wynik :(

      Usuń
  6. służba zdrowia w Uk to porażka grubymi nićmi szyta, mi raz pielęgniarka wystawiła diagnozę telefonicznie, a jak oddałam krew na badania dzwonili czy napewno mi krew pobierali, nie wspomnę o ciązy i porodzie....!!!!!! koszmar
    po pewnym czasie przejdzie Ci też fascynacja tym krajem... i zatęsknisz za Pl :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ mnie postraszyłaś :) Zabijasz we mnie nadzieje na lepsze życie. Muszę wierzyć, że będzie inaczej...albo po prostu zostać w Polsce.

      Usuń
    2. oj nie chcę zabijać niczego w Tobie, poprostu pisze jak jest!
      ale jak to bywa:
      coś za coś!

      Usuń
    3. Dokładnie, coś za coś :)

      Usuń
    4. powiem szczrez ze tez myślę ze taka fascynacja na poczatku jest zrozumiała ale później z biegiem czasu człowiek sam odkrywa plusy i minusy i bardzo indywidualna sprawa które u kogo przeważą w ocenie. Ja wiem po sobie ze tez byłam ślepo zapatrzona w UK i nawet pewne minusy mi nie przeszkadzały ale z biegiem czasu trochę chłodniej zaczęłam patrzeć na ten kraj. Nie jest tam wcale tak sielsko anielosko.

      Usuń
    5. Tak, trzeba tu trochę pobyć, żeby podjąć decyzję. Ale ile czasu? Tego nie wiem. Moja znajoma jest tu 8 lat i mówi, że żałuje, że tu przyjechała... ale wrócić nie wróci, bo nie ma do czego... musiałaby zaczynać wszystko od nowa...

      Usuń
  7. O rany, ale historia:( Biedny Arturek! Ucałuj i uściskaj mocno od blogowych Cioć!:* Z babcią okropna wiadomość:( Końcówka roku co słyszę to niesie u kogoś kiepskie wydarzenia :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jak dla mnie ten rok mógłby się już skończyć.

      Usuń
  8. Oj, biedna.. Trzymam kciuki za Arturka i babcie..

    OdpowiedzUsuń
  9. My w październiku przeżyliśmy nocną wizytę w szpitalu z powodu zapalenia obojga (jak się później okazało) uszu. Skoro Córka skończyła 12 miesięcy (od wtedy 3 tygodni) musiał ją na początku zbadać lekarz dla dorosłych (ogromna kolejka do rejestracji) i dopiero on mógł wypisać skierowanie na oddział dziecięcy, żeby mógł zbadać ją pediatra (na lekarza czekaliśmy ok. 2h, bo gdzieś był, ale nikt nie wiedział gdzie). Na szczęście na konsultację laryngologa czekaliśmy tyle ile trwa przejazd windą na szóste piętro :).
    A antybiotyk Mała musiała dostawać 14 dni :/.
    Duuuuuużo zdrowia dla Artura i Babci.

    OdpowiedzUsuń
  10. współczuję :( zdrowia dla Artura!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Dziś jest już dużo lepiej... tfu, tfu, oby nie zapeszyć.

      Usuń
  11. zdrówka dla A. i babci... może nie bedzie tak źle. A Ibuprofen i paracetamol naprzemiennie to prawda.

    OdpowiedzUsuń