Edukacja w UK

Nie wiem skąd to przekonanie, że poziom nauczania w Anglii jest niski. Często o tym słyszałam. Ale odkąd mam tutaj rodzinę nie podzielam tej powszechnej opinii, bo widzę jak edukacja w UK wygląda z bliska.

Zuzia, moja chrześnica ma skończone 5 lat i chodzi do pierwszej klasy szkoły podstawowej, tak zwanej Primary School. To jest jej już drugi rok edukacji, ponieważ mając skończone 4 lata poszła do klasy zerowej, tak zwanej Reception Class. I o ile w klasie zerowej nauka następowała poprzez zabawę, o tyle w tym roku nie jest już tak łatwo. Dzieci większość czasu siedzą już przy stolikach, uczą się czytać, pisać i dodawać do 10. Ba, piszą nawet już kilkuzdaniowe historie lub opowiadania. Dlatego uważam, że poprzeczka jest jednak wysoko podniesiona.

Każdy rok szkolny dzieli się na trzy trymestry: jesienny (wrzesień-grudzień), wiosenny (styczeń-kwiecień) i letni (kwiecień-lipiec). W połowie każdego trymestru uczniowie mają tygodniowe ferie, tak zwane half-term. Dłuższe wakacje przypadają na zakończenie każdego z trymestrów szkolnych. Czyli ogólnie tych przerw jest dużo, ale są nieco krótsze, niż u nas w Polsce.

Zuzia przebywa w szkole od godziny 9:00 do 15:15, czyli sześć bitych godzin ... codziennie. Przy czym jedna godzina poświęcona jest na lunch. Oczywiście zajęcia dodatkowe nie są wliczone w tą liczbę godzin. Jeśli dziecko chodzi na zajęcia pozalekcyjne, wtedy kończy o 17:00.

Dzieci nie noszą tutaj ciężkich tornistrów, takich jak u nas. Co bardzo mi się podoba. Żadnych podręczników, zeszytów, tony przyborów plastycznych. Nic! Zuzia wychodzi do szkoły mając w ręku lunch-bag i taką śmieszną, materiałową teczuszkę, w której ma dwie kilkustronicowe książeczki. Uczy się przez kilka dni z nich czytać, a następnie wymienia je u nauczycielki na inne.

Obowiązują tutaj mundurki szkolne. Każda szkoła ma inne kolory ubrań, a dziewczynki ustalone odgórnie kolory rajstop. Tym sposobem Zuzia może do szkoły nosić tylko rajstopy w kolorze szarym, białym lub czarnym. Co za tym idzie, dziewczęta z innych szkół mają pozwolenie na rajstopy w kolorze bordo, beżu, granatu czy zieleni.

Oprócz zakupienia mundurków, rodzice nie ponoszą żadnych innych kosztów związanych z posłaniem dziecka do szkoły. W tym miejscu powtórzę moje zdanie, które już wyżej napisałam...  żadnych podręczników, zeszytów, tony przyborów plastycznych. Nic! Edukacja jest całkowicie za darmo.
Wiadomo, że czasem szkoła organizuje jakieś wyjścia do teatru czy inne wycieczki. Wtedy rodzice pokrywają wszelkie koszty.

Ogólnie Zuzia lubi chodzić do szkoły. Czasem popłakuje, ale przyczyna leży w niechęci do nauczycielki. Ponieważ  uwielbiała chodzić do klasy zerowej, a teraz zmieniła się pani i co za tym idzie jej nastawienie do szkoły. Moja siostra zrobiła wywiad wśród rodziców dzieci z klasy i okazuje się, że one też bardziej lubiły poprzednią nauczycielkę.

Trochę mnie przeraża wizja takiej małej pięcioletniej dziewczynki, siedzącej przy stoliku, uczącej się czytać, pisać i dodawać. Ale nie mnie to oceniać, ponieważ nie znam dokładnie programu nauczania angielskich szkół. Wiem jedno, na pewno nie można zarzucić Anglii niskiego poziomu nauczania.
A nawet jeśli tak jest, to czy te dzieciaki będą gorzej przygotowane do życia? Do zawodu? Niż te nasze polskie dzieci, dźwigające wielkie tornistry, ślęczące całymi nocami nad książkami, przyswajające niepotrzebne informacje?
I jeszcze jeden kij w mrowisko wetknę... jeśli w Anglii jest niski poziom nauczania to dlaczego angielskie uczelnie należą do najlepszych uczelni na świecie?




16 komentarzy:

  1. nie słyszałam takich opinii... a kilka osób z rodziny na emigracji... Raczej podzielają Twoje zdanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja często spotykałam się z taką opinią... najczęściej na studiach pedagogicznych.

      Usuń
    2. Anonimowy9/11/2013

      Ja bardzo często słyszałam takie opinie. Rodzina mojego chłopaka mieszka na stałe w UK, wielu znajomych wyjechało i prawie każdy jest niezadowolony. Córka mojego znajomego ma 15 lat i moim zdaniem ma większą wiedzę niż niektórzy w PL. Jej rodzice również są zadowoleni z tamtych szkół. Ostatnio dowiedziałam się też, że w Londynie nie ma czegoś takiego jak wagary. Dziecko musi być w szkole, jeśli nie przyjdzie wcale do szkoły, dyrekcja dzwoni do rodziców. A jeśli dziecko wyjdzie ze szkoły w czasie trwania zajęć policja od razu go szuka, a zadanie ma (trochę) ułatwione, bo jak napisałaś każda szkoła ma inne mundurki. A swoją drogą mundurki to bardzo dobra rzecz(ja kiedyś narzekałam, ale widząc jak ubierają się niektóre dziewczyny do szkoły zmieniłam zdanie)

      Usuń
    3. Ja bardzo często słyszałam takie opinie. Jeżeli chodzi o mundurki to teraz mi również się podobają ale pamiętam doskonale, gdy jeszcze sama byłam w szkole, że zarówno ja jak i wszystkie koleżanki byłyśmy stanowczo przeciwne ;)

      Usuń
  2. Pamiętam, że kiedyś Polacy mieszkający w UK narzekali na poziom szkolnictwa.
    Nie chciałam w to wierzyć. Jednak nie mam (jeszcze) doświadczenia w tej kwestii więc trudno mi powiedzieć.
    Mimo wszystko na takie negatywne opinie, patrzyłabym z dużym przymrużeniem oka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście. Najlepiej swoje opinie opierać na własnym doświadczeniu. Ja już wiem, jak jest naprawdę :)

      Usuń
  3. Ja właściwie też nie słyszałam, żeby poziom nauczania w UK był niski... Ogólnie bardzo mi się ten system podoba, choć... Mnie chyba też przeraża 4-latek w zerówce;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na studiach pedagogicznych często wykładowcy krytycznie wypowiadali się na temat poziomu nauczania w Anglii... krytykowali też inne kraje. Dlatego byłam bardzo zdziwiona, kiedy zderzyłam się z rzeczywistością i zobaczyłam, czego uczy się Zuzia mając 5 lat.

      Usuń
  4. Trudno mi się wypowiadać na ten temat. Pamiętam tylko, jak byłam dzieckiem, chyba w 6 klasie podstawówki mój Tato był w Holandii. Mamy tam rodzinę m. in. kuzynkę w moim wieku i ona w tym czasie co my zadania na zbiorach i ułamki mieli dodawanie w słupkach i odejmowanie pisemne :)) A z tego co pamiętam szkołę zaczynali wcześniej ! Wiem, że u nas przez te blisko ćwierć wieku zmienił się system szkolnictwa, czy tam ? - nie mam pojęcia. Tym bardzie nie wiem jak to jest w UK. A na Malcie na przykład szkołę podstawową zaczynają w wieku 4 lat i już wtedy uczą się czytać i pisać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Informacją o dzieciach na Malcie mnie zaskoczyłaś :)

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak byłam w liceum, to krążyły właśnie takie opinie o niezbyt dobrym nauczaniu dzieci za granicą. Głownie chodziło chyba o przedmioty ścisłe. Dziś patrząc z perspektywy nauczyciela, stwierdzam, że w naszych polskich szkołach, dzieci uczą się wielu niepotrzebnych i bardzo szczegółowych rzeczy, które nigdy nie będą im potrzebne.
    Chciałabym, żeby u nas dzieci chodziły do szkoły tylko z pudełkiem ze śniadaniem, a nie z wielkim i ciężkim tornistrem na plecach.
    Ps. Wszystkie posty czytam na bieżąco, ale nie mam czasu żeby na wszystkie odpisać :( postaram się to naprawić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że czytasz. Rozumiem, że nie masz czasu... ale masz za to wspaniałą dwójkę dzieciaków :)

      Usuń
  7. Anonimowy2/11/2015

    Cala sprawa edukacji w Anglii sprowadza sie do zbyt wczesnego zaczecia nauczania. 4 lub 5 latek powinien bawic sie nauka w przeciwnym razie zrazi sie do nauki i o studiach nawet nie bedzie mowy. Dlatego w wieku 16 lat jest pelno ludzi którzy ida do pracy lub zakladaja rodzine bedac ciagle nie gotowym do tej roli poniewaz nauka dalsza nie wchodzi w gre. Wracajac do 4 lub 5 lotków - maja narzucony jak na ich wiek bardzo wysoki poziom gdzie 11 lub 12 latki wcale nie ucza sie nic tak bardzo wymagajacego odnosnie ich wieku wiec jaki sens narzucania tak wysokiego poziomu na poczatku nauki a pózniej zatrzymaniu sie i nie wiele robieniu? Ogólnie temat morze. ja zaczynalam edukacje w wieku 7 lat i z perspektywy czasu jestem bardzo zadowolona z tego i milo wspominam szkole.

    OdpowiedzUsuń
  8. Hmm a może to kwestia tego, że u nas mimo wszystko szkoły są dość dobre, mimo tego że teraz coraz gorzej. ale w porównaniu z zagranicą to i tak jest lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  9. To zależy gdzie za granicą, do np. takiej Finlandii nam jeszcze daleko

    OdpowiedzUsuń