Za co pokochałam Londyn

Będąc w Londynie, dużo rzeczy mnie zaskakuje i podoba. Chłonę wszystko na maksa. Próbuję wszystkiego, czego jestem w stanie spróbować. Dlatego piszę dla potomności... Myślę, że powstanie kilka takich postów poświęconych mojej miłości do Londynu. A więc... pokochałam Londyn za:

- recykling - nie wiem czy obowiązuje to w całym Londynie, ale w dzielnicy mojej siostry tak jest, że mieszkańcy dostają jeden czarny pojemnik na odpadki, który jest zabierany raz w tygodniu... i jeśli jest przepełniony i się nie domyka, to porządkowi go nie opróżniają. Zonk. No ale w ten sposób właśnie człowiek odgórnie zmuszony jest do recyklingu - bo mieszkańcy dostają też pomarańczowe worki, do których wrzucają odpady nadające się do recyklingu... i ilość tych worków jest nieograniczona. Można? Można. Wystarczą sprytne rozwiązania.

- sympatyczni ludzie - często zostaję zaczepiana przez ludzi, którzy chcą pogadać o pogodzie czy o moim synku. Ostatnio kierowca autobusu przepraszał pasażerów za opóźnienie z powodu korków. Takie gesty są bardzo miłe i uprzyjemniają dzień.

- zero pośpiechu - ludzie nie przebiegają przez ulicę z powodu migającego już zielonego światła... po tym można poznać Polaków :) Mieszkańcy nie przejmują się tym, że zielone światło zaraz zniknie - za parę minut znów się włączy... poza tym, jeśli nie jadą auta można tutaj przechodzić na czerwonym świetle.
Kasjerka obsługująca klienta przede mną "pikając" gazetę, którą kupił, zaczęła czytać nagłówek ciekawego artykułu na pierwszej stronie... mało tego, zaczęła z nim dyskutować na ten temat. Nie wzruszyło to nikogo stojącego w kolejce... każdy spokojnie i cierpliwie czekał na swoją kolej. A ja czekając zbierałam jeszcze szczękę z podłogi... u nas w Polsce leciałyby już pioruny w stronę kasjerki. A tam nikt się nie odezwał. Do mnie i mojej siostry kasjerka też zagadnęła... a co tam, będzie tylko "pikać" i "pikać" te produkty... pogadać też trochę trzeba :)

- o tym już pisałam - funciaki, gdzie można kupić produkty znanych marek za funta.

- piękne, duże, zadbane parki (o tym też już wspominałam).

- bardzo bogaty asortyment w supermarketach.... tam to dopiero człowiek błądzi i nie wie co kupić... a niektóre warzywa widziałam pierwszy raz na oczy... czuję się jakbym przyjechała z kraju trzeciego świata... wszystkiego chcę spróbować... uwielbiam poznawać nowe smaki.

- duża ilość polskich sklepów - gdzie można kupić wszystko co polskie... nawet w angielskim supermarkecie jest półka z polskimi produktami. No i jest też polskie radio... PRL - Polskie Radio Londyn. Czy ten skrót to czysty przypadek? Nie będę tego komentować, bo ostatnią rzeczą jaką bym zrobiła, to poruszyła temat polityki na moim blogu. 

Kilka fotek zrobionych tydzień temu... chociaż ten weekend też zapowiada się taki słoneczny.












6 komentarzy:

  1. Cieszę się, że jest Wam tam dobrze.
    Jak tak czytam Twoje posty to sama ma ochotę tam wyjechać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja wielokrotnie mówiłam NIE na pomysły o wyjeździe... jestem dzikus :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też się cieszę, że Wam się tam podoba i tyle rzeczy Cię przekonuje do tego miejsca.Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Akurat w Londynie nie byłam, ale myślę, że Twoje obserwacje dotyczą też innych miejsc w Anglii. Zresztą chyba też w Europie całej. Tylko u nas jest taka dzicz jeszcze.
    Korzystaj ile się da, chłoń angielski klimat jak gąbka i zdaj nam od czasu do czasu relację :)) Gdy Cię czytam, mam ochotę kupić bilet i wyjechać gdzieś :) Obiecuję sobie, że jak mały podrośnie to się wahać nie będę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tyle miałaś obaw, a tu proszę :)) Szybko ten Londyn pokochałaś :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, to prawda... nie spodziewałam się tego :)

      Usuń