Polskie dziecko w Anglii

Wyjeżdżając za granicę bardzo martwiłam się jak to będzie z Arturem. Jak przeżyje lot? Czy bez problemu przewiozę dla niego soczek? Jakie mleko będzie pił? Czy robić zapasy jego ulubionej kaszki? Co zrobię, kiedy zachoruje?

Lot samolotem dzieci przeżywają bardzo różnie. Artur na szczęście był zadowolony, nie płakał, przy lądowaniu spał. Ale leciał też maluszek, który bardzo płakał. Warto przy starcie i lądowaniu podać dziecku coś do picia, aby coś przełykał. W bagażu podręcznym miałam dla niego dwa owocowe słoiczki i jeden soczek - wszystko fabrycznie zamknięte. Oprócz tego w kubku-niekapku miałam wodę, której strażnik kazał mi się napić. Oczywiście miałam też ubranie na zmianę, pieluszki, chusteczki, zabawki - najlepiej też jakąś nową, którą dziecko się jeszcze nie bawiło. Miałam też kocyk - podczas lotu w samolocie było chłodno.

Kwestii lekarza jeszcze nie ogarnęłam. Ale mam kartę EKUZ i mogę bez problemu iść z dzieckiem w razie potrzeb do pediatry. Nie trzeba znać bardzo dobrze języka... tym bardziej, tego medycznego... wystarczy, że przy zapisywaniu na wizytę poprosi się o tłumacza. Mam nadzieję, że ominie mnie doświadczenie związane z wizytą lekarską. Jeśli nie, na pewno o tym opiszę. A co do leków bez recepty typu Ibum czy wapno można kupić w polskim sklepie... w dzielnicy gdzie obecnie pomieszkuję byłam już w czterech polskich sklepach. Siostra wspominała jeszcze o jednym. I wszystkie nawet nieźle wyposażone.

W polskim sklepie można też kupić mleko modyfikowane, słoiczki Gerbera i Bobovity, kaszki ryżowe i mleczno ryżowe Bobovity i Nestle. Ale niestety cenowo jest trochę drożej niż w angielskich supermarketach. Dlatego ja postawiłam na markety. Kupuję Arturowi mleko modyfikowane Cow&Gate, które jest odpowiednikiem Bebiko. Artur nie czuje różnicy - wnioskuję to po opróżnionych przez niego  butelkach. Kaszki i słoiczki też kupuję tej firmy. Widziałam też mleko i słoiczki Hipp, oraz mleko Aptamil, które jest odpowiednikiem Bebilonu.
Jeśli chodzi o pieluszki jednorazowe to nie ma problemu, bo Pampers jest wszędzie :) I w przystępnej cenie, jeśli zarabia się funty oczywiście. Poza tym jest też Lidl, gdzie pieluszki Toujours też są niczego sobie i można je tu kupić za godzinę pracy... nawet przy najniższym wynagrodzeniu, godzina pracy wystarczy na zakup tych pieluszek. Wyobrażacie sobie to w Polsce?

Tak więc drogie mamy, nie martwcie się, jeśli wyjeżdżacie z maluszkiem na dłuższy czas za granicę. Oczywiście nie wiem jak jest w innych krajach, ale w Anglii na pewno znajdziecie wszystkie potrzebne rzeczy w polskim sklepie... lub odpowiedniki w tutejszych supermarketach.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz