Pożegnanie

Dziś ok 16:00 mąż wyjeżdża... pożegnamy się w domu, bo ja z Arturem jadę na ślub do mojej przyjaciółki i nie ma szans, żebym zdążyła pomachać mężowi na lotnisku.

Na wesele nie idę. Artur został ostatnio cztery razy z moją mamą bądź z mężem i za każdym razem kończyło się to nieustającą rozpaczą, spazmami i zanoszeniem się od płaczu. Nie wiem dlaczego Artur tak bardzo przeżywa rozłąkę ze mną? Nie potrafi sobie poradzić z moją nieobecnością najbardziej kiedy jest wieczór i trzeba iść spać... i wtedy zaczyna się czarna rozpacz bo nie ma mamy. I żadne cuda tego świata nie odwrócą uwagi mojego synka... nie ma mamy i nic innego go nie pocieszy. A ja nie potrafię iść bawić się na weselu (nawet na weselu najbliższej przyjaciółki) wiedząc, że w domu zostało moje stęsknione dziecko, które się dusi z rozpaczy.


Poza tym na wesele idzie się z osobą towarzyszącą, a ja od dziś jestem można powiedzieć "słomianą wdową". Moja zabawa, szczególnie dzisiaj polegałaby na upiciu się i ryczeniu gdzieś tam w kiblu... bo wiadomo, alkohol rozluźnia emocje.

Na szczęście przyjaciółka zrozumiała... owszem było jej przykro, ale powiedziała, że jakoś to przeboli. I zapytała się, czy nie potrzebuję pożyczyć jakichś pieniędzy lub innej pomocy... ona, która ma na głowie organizację wesela, która ma mega stres związany ze ślubem pamiętała jeszcze, żeby zaproponować pomoc... poryczałam się... ona też... no i tak se poryczałyśmy, a później zaczął się jej wieczór panieński, z którego musiałam wyjść bo wiadomo - Artur :)

Prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie... u mnie się sprawdziło.

2 komentarze:

  1. Pożegnania są trudne, trzymam kciuki, żeby z pracą męża się poukładało za granicą. Miło, że przyjaciółka o Was pomyślała i zaproponowała pomoc. Bądź dzielna masz cudnego Synka (przejrzałam tylko część postów z poprzedniego bloga, ale zabieram się za czytanie wszystkich bo mnie wciągnęło:) ) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wsparcie :) I zapraszam.

      Usuń