Prezent na Dzień Ojca


Koszulkę z narysowaną ulicą oraz innymi charakterystycznymi dla niej obiektami mój mąż dostał rok temu na Dzień Ojca, ale jako, że zdjęcia zrobiłam dopiero podczas testowania prezentu, to wpis przywołuję dopiero teraz. Na zdjęciach jest też malutki Aaronek, który już wtedy świetnie bawił się w jeżdżenie pojazdami po tacie.

Nie będę tutaj specjalnie opisywać, jak zrobić taką koszulkę. Oczywiście polecam marker permanentny, który się nie spiera, wtedy koszulka będzie służyć dłużej. Pomysł również podpatrzony gdzieś w sieci, ale warto go odgapić, bo gwarantuje masaż i odpoczynek tacie, a dzieciom wspaniałą zabawę.





A w tym roku prezent na Dzień Ojca wygląda tak :)


Pastelowe notesiki

Ostatnio coraz częściej wracam do mojego hobby. Jest mi teraz łatwiej cokolwiek zrobić bo mam w naszej sypialni moje własne biurko, półeczki nad nim, które mieszczą wszystkie moje bibeloty i bardzo fajną, wygodną lampkę, która wspomaga moją pracę nawet w nocy (i jest prezentem od męża :) Może kiedyś Wam pokażę mój kącik w całej okazałości. A tymczasem, chwalę się notesami, które zrobiłam dla bliskich mi osób.










Bukiet ze słodyczy




Pomysł ten widziałam już jakiś czas temu w sieci, ale jakoś nie było okazji, żeby go zrobić. I w końcu przyszedł czas na dziesiąte urodziny mojej chrześnicy. Stwierdziłam, że spróbuję go wykonać.

Do zrobienia takiego bukietu niezbędny jest pistolet do klejenia na gorąco. Poza tym, potrzebujemy czterech pudełek ze słodyczami i dużo słodyczy. Niestety najbardziej sprawdzają się wszelkie słodkości typu guma rozpuszczalna czy żelki. Piszę niestety bo nie wszystkie dzieci lubią tego typu słodycze. Mój starszy syn na przykład toleruje tylko słodycze z czekolady. Jeśli chcecie zrobić bukiet tylko z czekoladowych wyrobów musicie uważać bo czekolada lubi się rozpuszczać pod wpływem gorącego kleju.


Jeśli już mamy wszystkie potrzebne rzeczy to sklejamy pudełka tak, żeby utworzyć "wazon". Spód zrobiłam z tektury. Do każdego słodycza doklejamy patyk do szaszłyków. Później układamy kompozycję w naszym wazonie, obwijamy wszystko folią i kokardą i bukiet gotowy.








P.S. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie jest to najzdrowszy prezent świata, ale przecież to były dziesiąte urodziny! A Jubilatka była z bukietu bardzo zadowolona :)

Menu na urodziny


 
Nie będzie to tym razem menu typowe dla alergika, bo Aaron może już jeść jajka, ale mimo wszystko przepisy są bez mleka czy nabiału. Ogólnie nie szalałam w kuchni jakoś specjalnie, toteż przepisów nie będzie dużo. Tak naprawdę na urodzinach były tylko cztery osoby dorosłe i troje dzieci, więc sami rozumiecie, że nie miałam pola do popisu :)

Na sam początek podałam obiad i tutaj postawiłam totalnie na klasykę, schabowe kotlety, pieczone ziemniaczki, buraki, marchewka i gotowana fasolka szparagowa.

A z dań na zimno na stole można było znaleźć:

Tarta warzywna z tofu. Przepis TUTAJ
Przyznam szczerze, że to było moje pierwsze "spotkanie" z tofu i byłam miło zaskoczona. Dlatego wprowadzę ten produkt do mojej kuchni jeszcze nie raz.


Hummus, niestety kupny, ale znalazłam taki z dobrym składem i kupuję go bardzo często. Do hummusu były kukurydziane chipsy i dużo warzyw.


I ostatnia zimna przystawka, pasta słonecznikowa, przepis TUTAJ. Pasta wyszła naprawdę pyszna i polecam ją każdemu. Do pasty upiekłam chlebek. Taki zwykły na drożdżach i białej mące, ale pachniał cudownie i ta chrupiąca skórka, mniam :)


Na deser był oczywiście jego wysokość tort. Biszkopt tym razem zrobiłam z jajami, z przepisu, z którego korzystam od lat i zawsze wszystkim go polecam. Przepis TUTAJ
Biszkopt nasączyłam wodą z cukrem i sokiem z cytryny, pierwszą warstwę posmarowałam też wiśniową konfiturą. Zamiast bitej śmietany użyłam ubitego mleka kokosowego z puszki. Pisałam już nie raz lub podawałam linka, jak dobrze ubić taką śmietanę. Tort był pyszny, a najlepszym dowodem na to jest fakt, że mój kompletnie "beztortowy" mąż zjadł dwa kawałki.


Ze słodkich wypieków pokusiłam się jeszcze o zrobienie babeczek czekoladowych z coca-colą. Są mięciutkie i wilgotne i upiekłam je już nie po raz pierwszy. Nie ozdabiałam ich żadnym kremem bo Artur nie lubi takich udziwnień. Przepis TUTAJ


Zrobiłam też wegańskie szyszki, które robi się bardzo szybko, ale mam wrażenie, że też bardzo szybko znikają. Niestety moje szyszki nie chciały przybrać pięknego kulistego kształtu, dlatego włożyłam masę do papilotek na muffinki. Na drugi dzień, kiedy już zastygły miały stałą konsystencję. Być może zrobiłam za rzadką masę korówkową, powinnam trzymać ją trochę dłużej na ogniu. Przepis TUTAJ Ja dodałam jeszcze do masy trochę kakao.


Oczywiście tradycyjnie już na stole znalazły się także kubeczki z sezonowymi owocami. 


To już wszystko, jak sami widzicie, nie było tego dużo, ale mam nadzieję, że goście nie wyszli ode mnie głodni :)

Inne nasze urodzinowe przepisy:
TUTAJ
TUTAJ
TUTAJ

Urodziny z Teletubisiami



Tak Kochani, najulubieńszą bajką mojego Dwulatka są Teletubisie. I kiedy poszłam z nim do sklepu z rzeczami potrzebnymi do organizacji urodzin, mijając całą wielką aleję serwetek, baloników, kubków i czego jeszcze dusza zapragnie w tematyce różnych bajek, Aaron podbiegł i wziął do łapek serwetki z Teletubisiami, to wiedziałam już, że nie wywinę się z tej tematyki urodzin.

Co prawda nie chciałam kupować wszystkiego z tymi stworkami bo nie lubię zbyt pstrokatych klimatów, ale oprócz kilku rzeczy z Teletubisiami postawiłam też na jednokolorowe kubki na owoce i kilka elementów z balonikami, które wydaje mi się dodają lekkości tej całej teletubisiowej oprawie.
Talerzyki zostały zakupione tylko z myślą o podaniu tortu.  A w kubeczki powkładałam różne, sezonowe owoce.




Zaproszenia zrobiłam sama. Grafikę z Teletubisiami do darmowego pobrania i druku znalazłam TUTAJ


Jak zwykle pokój dekorowaliśmy wieczorem, kiedy dzieci już spały, tak, żeby Jubilat miał od rana niespodziankę. No i oczywiście radość była ogromna, najbardziej z baloników. Ale i konfetti na stole bardzo zainteresowało naszego małego miłośnika Teletubisiów.




Torcik też nie był jakoś bardzo naznaczony tematyką Teletubisiów, ale był bardzo smaczny. Zresztą o urodzinowym jedzeniu powstanie kolejny wpis, w którym znajdzie się kilka przepisów lub linków do nich. Tak więc, stay tuned.



Aaron ma dwa lata!



Wiem, że czas szybko mija i nie wiadomo kiedy, te dzieci rosną jak opętane. Ale uwierzcie mi, te drugie i kolejne dzieci rosną jeszcze szybciej. Nie wiem jak to możliwe, ale doświadczyłam tego na własnej skórze. I nadszedł dzień, kiedy na pytanie, ile Aaron ma lat, odpowiadam, chociaż sama w to nie wierzę, że ma 2 lata.

Bardzo żałuję, że nasze początki były takie trudne, pełne płaczu i nieprzespanych nocy, a wszystko przez alergię, która nie dawała spokoju mojemu noworodkowi. A kiedy już osiągnęliśmy względny spokój, dotarliśmy się i utarliśmy sobie pewną rutynę to i owszem, starałam się cieszyć każdą chwilą, robiłam mnóstwo zdjęć, zapamiętywałam najdrobniejsze szczegóły, ale... czas się nie zatrzymał. Niestety.

No i mam teraz takiego Dwulatka. Przyznam szczerze, że zrobił się z niego fajny chłopiec. Potrafi się bawić sam dosyć długo, nie wisi mi już na nodze (przynajmniej nie codziennie), nie drze się o każdą głupotę, nie płacze tak dużo, jak kiedyś. Bardzo dużo rozumie, dogaduje się z nami w swoim języku i potrafimy często wspólnie wypracować jakiś kompromis. Nauczył się też cierpliwie czekać i nie awanturować się od razu, jeśli nie dostaje czegoś w tej sekundzie. Co tu dużo mówić, fajny gość z niego jest!

Uwielbia bawić się autkami, ulicą i parkingiem. I bardzo lubi wagoniki, przyczepia i odczepia bez końca. Długo potrafi też zabawić przy wiertarce i innych takich związanych z majsterkowaniem. Chętnie też bawi się kuchnią, kroi drewniane warzywa i owoce i karmi mnie tymi swoimi obiadami. I książki lubi, ku mojej uciesze, najbardziej te z serii "Mały chłopiec" i "Basia i Franek". Bajki oczywiście też lubi, a jedną z najbardziej ulubionych są Teletubisie.

A co mój Dwulatek potrafi? Historia z pieluchą i smoczkiem jeszcze przed nami, aczkolwiek nie powiem, bo kilka kup i sików znalazło się już w muszli klozetowej. Chociaż to jest bardziej kwestia wysadzania go, a nie, że kontroluje swoje potrzeby fizjologiczne. Ale wszystko przed nami, tym bardziej, że zaczyna się robić ciepło. Ale za to potrafi pić z kubka, jeść łyżką i widelcem i uwaga! - Aaron potrafi jeździć na hulajnodze. Jeździć, skręcać i po prostu hulać na niej jak nie dwulatek. A nauczył się jeździć na hulajnodze starszego brata dwa miesiace temu. Co prawda, wolałabym, żeby zaczął od rowerka biegowego, a ewentualnie później inny taki sprzęt, ale niestety jak się ma starsze dzieci to nie jest łatwo uchronić dziecko od pewnych rzeczy.

Aaron też bardzo grzecznie zasypia w swoim łóżeczku, siedzę przy nim i trzymam go za rączkę dopóki nie zaśnie. Bardzo lubię te chwile. Artura też tak usypiałam i pamiętam, że najpierw byłam zirytowana, że muszę tak z nim siedzieć żeby usnął, a później jak już nie potrzebował naszego towarzystwa do zasypiania, to bardzo mi tego uścisku małych rączek brakowało.

Jeśli chodzi o gusta kulinarne to Aaron jest z tych wszystkojedzących, z małymi wyjątkami. Niestety nadal źle reaguje na nabiał. Jakiś czas temu zaczęłam powoli wprowadzać mu jogurty i żółty ser, ale niestety skończyło się to mega wysypką i suchymi płatami skóry w okolicach łokci i pach. Wszystko zniknęło, kiedy znów odstawiłam nabiał. Od czasu do czasu podaję mu tylko naleśniki na jajkach i jakieś tam placuszki czy ciasto. Ale widzę, że Aaron powoli wyrasta z tej alergii, nie jest już ona tak bardzo agresywna jak kiedyś.

Mogłabym snuć jeszcze o tym moim wspaniałym dziecku długie opowieści, ale muszę kończyć i iść świętować z nim kolejne mijające godziny i dni.


Synku mój, nigdy się nie zmieniaj. 
Bądź zawsze taki odważny i ciekawy świata. 
I żeby uśmiech nigdy nie schodził 
z tej Twojej radosnej buźki.





 

Dwa sposoby na kulki mocy

Jeśli obserwujecie mnie na Instagramie to zdążyliście już pewnie zauważyć, że moim ostatnim przysmakiem są daktyle nadziewane masłem orzechowym. Obojętnie jakim, chociaż najbardziej preferuję masło z orzeszków ziemnych z kawałkami orzechów.


Zaraz po tej przekąsce uwielbiam też kulki mocy i często je robię bo przygotowuje się je naprawdę szybko, a są dosyć syte i skutecznie zaspokajają moją zachciankę na coś słodkiego.
Przepisów na kulki przerobiłam już całkiem dużo, jedne smakowały mi bardziej, drugie trochę mniej, dlatego postanowiłam Wam przedstawić dwa rodzaje, które są naprawdę dobre.



Podwójnie czekoladowe kulki mocy

Przepis stąd KLIK

Suche składniki:
3/4 szklanki wiórków kokosowych
3/4 szklanki płatków owsianych
2 łyżki kakao
2 łyżki zmielonych nasion lnu
1/4 szklanki groszków czekoladowych lub pokrojona w małe kawałki gorzka czekolada (ja użyłam tego drugiego)

Mokre składniki: 
3/4 szklanki masła orzechowego, bez soli i cukru
1/4 szklanki syropu klonowego (myślę, że tutaj można użyć też syropu z agawy lub syropu z daktyli)


W dużej misce wymieszaj suche składniki. W mniejszej misce podgrzej w mikrofalówce lub w kąpieli wodnej masło orzechowe, aby było rzadkie i łatwo się rozprowadzało z suchymi składnikami.
Następni wymieszaj wszystkie składniki razem, di uzyskania jednolitej masy. Roluj małe kuleczki, układaj na tacy lub talerzu i włóż na 2 godziny do lodówki. Później możesz już tylko cieszyć się ich smakiem.
Ogólnie przechowuję je w lodówce, w zamkniętym pojemniku. Ale biorę na każdą wycieczkę w torebkę jednorazową i nigdy mi się jeszcze nie rozwaliły.


Kolorowe Trufle

Pierwotny przepis TUTAJ (ja go trochę zmodyfikowałam) 


Składniki:
300 g daktyli bez pestek (może być pół na pół z morelami)
100 g orzechów nerkowca
1-2 łyżki słodkiego syropu (z daktyli, agawy)
2 łyżki kakao
1 łyżeczka cynamonu
szczypta kardamonu
1 duża łyżka oleju kokosowego

Do obtaczania można użyć kakao, cynamon, curry, mielone suszone owoce, wiórki kokosowe i co Wam tam w duszy gra)

Do miksera wkładamy daktyle, kakao, orzechy, słodki syrop i przyprawy. Miksujemy. Na koniec dodajemy roztopiony olej kokosowy i jeszcze trochę miksujemy.

W małych miseczkach przygotuj wszystkie sypkie przyprawy, w których chcesz obtoczyć trufle, może być to tylko kakao jeśli nie masz czasu na zabawę :)

Roluj w dłoni małe kulki, obtaczaj je w przyprawach i wkładaj do małych papilotek. Ja niestety dopiero całkiem niedawno obkupiłam się w małe papilotki, ale można je opakować też w papier do pieczenia pocięty w kwadraty. Bardzo fajnie przedstawiła to Alicja na swoim blogu.

Te trufle także przechowuję w lodówce. Kilka też zamroziłam by móc cieszyć się nimi w chwili, kiedy czasu brak na siedzenie w kuchni.


Nie ukrywam, że ciągle robię kulki z różnych przepisów. Jest też tak, że robię je po prostu z tego, co akurat mam w domu. Zachęcam do spróbowania i inspirowania się :)


Książki rozwijające kreatywność od Usborne

Muszę Wam pokazać nasze nowe odkrycie książkowe. To znaczy nie są to książki do czytania, ale takie, przy których też można spędzić długie popołudnia i rozwijać kreatywność w nieskończoność.
Tadam, oto i one!


Pierwsza z nich to "Rubber Stamp Activities". Oprócz kilkudziesięciu stron do uzupełniania posiada z boku kolorowe tusze i małe stempelki, za pomocą których dziecko wykonuje polecenia i tworzy ilustracje. Jest to, można by rzec, najnowszy "wynalazek" wydawnictwa Usborne. Kolejna, którą opiszę jest już trochę starsza i zapewne bardziej znana.

Przyznam szczerze, że nie mogłam się już doczekać, kiedy oddeleguję Aarona na drzemkę i zasiądę z pierworodnym przy tejże książeczce. I powiem Wam, że przepadliśmy. Naprawdę jest to świetny pomysł nie tylko na miło spędzony czas w domu, ale także i w podróży czy gdzieś w poczekalni u lekarza. Książka ma bardzo grubą okładkę i posiada wszystko co potrzebujemy. Ach, zapomniałabym, chusteczka jest jeszcze bardzo ważna, żeby po każdym użyciu wytrzeć stempelek i ewentualnie zamoczyć go w innym tuszu. Ja na początku o tym zapomniałam (chociaż na pierwszej stronie jest wyraźnie o tym wspomniane) i nasze tusze troszkę się przybrudziły.












Drugiej książeczki, która nazywa się "Fingerprint Activities" jeszcze nie pokazywałam Arturowi, bo nie chcę go zasypywać w tym samym czasie podobnymi książkami, ale jestem pewna (i dlatego też ją zakupiłam), że i przy tej spędzimy bardzo miło i twórczo czas. Wydaje mi się nawet, że ta będzie trochę prostsza i mogłabym nawet zaryzykować i podarować ją Aaronowi za parę miesięcy.

Jak możecie zauważyć na zdjęciach poniżej, założenie książki jest podobne, tylko zamiast stempelków, znajdziemy ogrom pięknych, kolorowych tuszy i dziecko za pomocą odcisków palców uzupełnia ilustracje. 









To co mnie zachwyciło w tych książkach to bardzo pomysłowe ilustracje, które rewelacyjnie wykorzystują użycie czy to odcisków małych palców czy stempelków. Ryby, pieski, gąsienice, biedronki, dinozaury, balony i mnóstwo innych rzeczy można wyczarować tylko za pomocą odcisków palców. No i tych kart pracy jest naprawdę sporo, książka zapewne wystarczy na długo. Poza tym, można tworzyć w niej także swoje ilustracje i dorysowywać wszystko, co tylko podpowie dziecku wyobraźnia.

Te pomysły, jak wykorzystać odciski palców do tworzenia różnych zwierząt czy przedmiotów na pewno jeszcze nie  raz wykorzystam w innych pracach i zabawach. I już widzę ogromne stemple zrobione z ziemniaków i farb, wyskrobię tylko kilka kształtów, koło, kwadrat, trójkąt i jakaś "łezka" i będziemy tworzyć multum różnych rzeczy. No naprawdę książka obudziła we mnie chęć tworzenia.

Jednym słowem, bardzo fajne książeczki nie ograniczające dziecięcej kreatywności. Gorąco polecam.